Życie to ciąg wyborów. Małych, codziennych, w markecie kupując składniki na kolację, w autobusie wybierając miejsce, na którym zasiadając odbędziemy podróż, czy podczas wybierania filmu na wieczór. Tysiące szybkich, czy mało oddziałujących na nas decyzji przeplata się także z tymi dużymi, ciążącymi potem na naszej rzeczywistości, czy w końcu pozwalającymi ją w jakimś sensie oswobodzić. Od wyborów nie da sie uciec. Można próbować zrzucić je na kogoś innego, ale samo to jest juz przecież jakąś decyzją. Można jednak nauczyć się wybierać dobrze. Zgodnie ze sobą. Można błąd czy porażkę wpisać w część dobrej decyzji- naszej własnej, prawdziwej, słusznej. Ja podjęłam ostatnio kilka takich naprawdę ważących sporo wyborów. Spoglądałam na problem z różnych stron, patrzyłam czy gdzieś przywarł on do podłoża bardziej a gdzieś mniej, stukałam w niego jak w słoik, kiedy nie da się odkręcić wieczka. W końcu decyzje przyniosły swój rezultat i mogę teraz raczej spokojnie podążać w wybranym przez siebie kierunku. Dobrze jest umieć odnaleźć w sobie harmonię i spokój.. a cóż może być bardziej przydatne w tym poszukiwaniu, jeśli nie dobrze skomponowane danie, które ukoi wszystkie nerwy i niepewności.. Zapraszam Was na mój yin i yang kulinarny, czyli
Polędwiczki wieprzowe z chrupiącym boczkiem na polencie ze szparagami w sosie holenderskim:
- polędwiczki wieprzowe
- kilka cienkich plasterków boczku
- kaszka kukurydziana (pół kubka)
- szparagi
- 4 żółtka
- pół kostki stopionego masła i jedna łyżka masła twardego
- dwie łyżeczki soku z cytryny
- sól, pieprz
Do garnka wlewamy wodę (około pół litra), solimy, zagotowujemy i wsypujemy pól szklanki kaszki kukurydzianej. Cały czas mieszając czekamy aż kasza zgęstnieje i dodajemy łyżkę masła. Wyłączamy ogień i czem prędzej przekładamy kaszkę do płaskiej, najlepiej wąskiej miseczki, rozprowadzając ją tak, aby wypełniła całe naczynie. Polędwiczki solimy i pieprzymy z obu stron, po czym smażymy na odrobinie rozgrzanego oleju. Na patelnię wrzucamy boczek i smażymy z obu stron do chrupkości. W osobnym garnku Podgotowujemy szparagi tak, aby były chrupiące (ok. 10 minut). Szparagi przed włożeniem do garnka z gotującą się wodą płuczmy i wyginamy tak, aby zdrewniała część odłamała sie od reszty. Tę resztę właśnie wrzucamy do garnka z osoloną wodą i gotujemy (na stojąco). W międzyczasie robimy sos holenderski: w metalowej miseczce roztrzepujemy cztery żółtka jajek. Miseczkę z żółtkami stawiamy na garnku z gotującą sie wodą cały czas mieszając. Dolewamy odstawione wcześniej stopione masło, sól i pieprz, cały czas mieszając. Dolewamy dwie łyżki soku z cytryny uważając, aby sos się nie ściął, mieszamy i zdejmujemy z garnka. Na koniec wyjmujemy kaszkę z miseczek i na patelni, na której smażyło sie mięso (zdejmujemy je na chwilę) obsmażamy ją z dwóch stron. Kaszka powinna przyjąć kształt miseczek i tworzyć zwarty byt, nierozpadający sie od przerzucania na patelni. Na koniec układamy na talerzu kaszkę, na niej polędwiczki, na nich boczek, obok szparagi, a całość polewamy sosem.
Bon Appétit,
Mon
Popularne posty
-
Ostatnio mam tak dużo pracy, że nie mam czasu na wieczorne gotowanie. Do tego dochodzą zajęcia na uczelni w weekendy i wychodzi na to, że ...
-
Życie to ciąg wyborów. Małych, codziennych, w markecie kupując składniki na kolację, w autobusie wybierając miejsce, na którym zasiadając od...
-
Upały!! uuuuppppaaaałłłyyy!! Nareszcie! W sercach rozkwita jeszcze rozbuchana emocjami wiosna, ale organoleptycznie niezaprzeczalnie i bezs...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieprzowina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieprzowina. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 24 czerwca 2013
wtorek, 16 kwietnia 2013
Kolacja po włosku
Ostatnio mam tak dużo pracy, że nie mam czasu na wieczorne
gotowanie. Do tego dochodzą zajęcia na uczelni w weekendy i wychodzi na to, że
nie mam w ogóle ani jednego dnia wolnego w tygodniu na relaks. W związku z tym
postanowiłam wziąć wczoraj dzień wolny. Fajnie się złożyło, bo na kolację miał
do nas wpaść mój przyjaciel, więc część wolnego dnia mogłam poświęcić na
przygotowanie czegoś dobrego. Rano przygotowałam ciasto na pizzę, a potem
jeszcze zrobiłam tiramisu. Przepis na tiramisu w wykonaiu Mon -TU-, a mój, bez użycia jajek, wkrótce. Ale już dzisiaj możecie
zrobić taką pizzę:
Pizza di Ola
Super ciasto na pizzę: (przepis pochodzi z White Plate,
tylko pomnożyłam ilość składników na ciasto x4, czyli z tego wyjdą 4 średnie
pizze lub dwie wielkie:)
480g mąki pszennej
2 łyżeczki drożdży instant
2 łyżeczki cukru
2 łyżeczki soli
2 łyżeczki oliwy
1 i 1/3 szklanki wody
Wszystkie składniki wrzucić do dużej misy i wyrobić ciasto,
posmarować odrobiną oliwy i odstawić przykryte ściereczką w ciepłe miejsce na
minimum godzinę, do wyrośnięcia. Następnie włożyć do lodówki.
Sos pomidorowy na pizzę:
Puszka krojonych pomidorów
Oliwa z oliwek
Ząbek czosnku
Bazylia, sól, pieprz
W małym rondelku podgrzać łyżkę oliwy, dodać pomidory i
doprawić. Doprowadzić do wrzenia i chwilę pogotować. Mieszając można trochę
porozgniatać kawałki pomidorów.
Ciasto podzielić na dwie lub cztery porcje, rozwałkować,
posmarować sosem pomidorowym i układać ulubione składniki. U mnie były to
między innymi: salami, suszone pomidory, camembert, cheddar, cebula i
grillowana papryka. Piec w piekarniku nagrzanym do 250 stopni ok 8-10 minut.
Pychota!
Bon Appétit,
Ola
Ola
środa, 20 marca 2013
Leczo – wariacja na temat
Uwielbiam leczo, ale jakoś w poprzednim sezonie na cukinię w
ogóle go nie zrobiłam. Sama aż się dziwię. Niedawno szukałam przepisu na danie
z papryką, bo zostało mi jej trochę w lodówce. Na Kwestii Smaku znalazłam
ciekawy przepis na leczo z chorizo i kukurydzą (http://www.kwestiasmaku.com/zielony_srodek/papryka/leczo/przepis.html)
i postanowiłam je zrobić. Musiałam jednak dokupić kilka rzeczy i podczas
zakupów stwierdziłam, że trochę ten przepis rozbuduję i zrobię danie bardziej
pożywne. Wyszło naprawdę pyszne. Zazwyczaj leczo robię zupełnie inne, ale o tym
innym razem :)
Składniki (porcja dla 4 osób):
-1 spora cebula
-1 czerwona papryka
-1 mała cukinia
-3 ziemniaki (opcjonalnie)
-puszka soczewicy
-mała puszka kukurydzy
-puszka krojonych pomidorów
-mały słoiczek przecieru pomidorowego
-25 dag chorizo lub innego rodzaju lubianej kiełbaski (można
też mięso pominąć)
-sól, pieprz
-ostra i słodka papryka
-dwa ząbki czosnku
-oliwa
Ziemniaki obieramy, kroimy w ćwiartki i obgotowujemy przez
chwilę, tak, aby były al dente. W rondlu z grubym dnem rozgrzewamy oliwę i
szklimy drobno pokrojoną cebulę, następnie dodajemy paprykę pokrojoną w ok
dwucentymetrowe paseczki, podlewamy odrobiną wody i dusimy pod przykryciem, aby
zmiękła. W międzyczasie kroimy chorizo oraz cukinię i dodajemy do rondla.
Chwilę wszystko dusimy i przyprawiamy słodką oraz ostrą papryką, solą i
pieprzem. Po chwili dodajemy pomidory z puszki, dobrze odsączoną soczewicę i
kukurydzę. Wszystko dokładnie mieszamy. Na koniec dodajemy ziemniaki. Dusimy na
małym ogniu pod przykryciem ok 30 minut od czasu do czasu mieszając. Smaki
poszczególnych składników muszą się połączyć. Pod koniec duszenia dodajemy
zmiażdżony czosnek i ewentualnie przecier pomidorowy. Ja bardzo lubię jego
kwaskowaty smak. Przecier trochę też zagęści nam sos. Podajemy w głębokich
talerzach. Jeśli nie dodawaliśmy ziemniaków to podajemy z razowym chelebem.
Bon Appétit,
Ola
Ola
środa, 24 lutego 2010
Łapu- capu
Ten post dedykuję pani Agacie Wajdzie- Tylek, która wykonała naprawdę świetną robotę wychowując swoją córkę.
Właściwie lubię "tę idiotkę Emily". Jak już się pewnie domyślacie sformułowanie "ta idiotka Emily" występuje jako nazwa własna, ponieważ inaczej się o niej nie mówi. Nigdy w życiu nie widziałam owej kobiety, ale razem z Olą wyobrażamy ją sobie jako nieco otyłą blondynkę z rozmytymi oczyma, przykusą spódnicą i na olbrzymich szpilach. Ta idiotka Emily psuje Oli krew codziennie pisząc "te idiotyczne maile". Na domiar złego podwładna tej idiotki Emily, która również codziennie psuje krew Oli, postanowiła doścignąć swą szefową w sztuce pisania tych idiotycznych maili i powiem-Wam-w-sekrecie idzie jej nieźle. Obie kobiety (które na pewno są brzydkie i mają cellulit) doprowadzają Olę do skraju wytrzymałości. Dlatego, wstyd się przyznać, trochę je lubię. Gdyby tego nie robiły, Ola nie wpadałaby w niesamowicie zintensyfikowaną chęć na wieczór z winem, gotowaniem i filmem. Wierzcie mi lub nie ale to jest naprawdę największa radość jaka może człowieka spotkać w ciągu tygodnia. Popijanie 11% wina z wielkich kieliszków nad patelnią ze skwierczącą kurą kiedy w tle leci Ella Fitzgerald jest bezcenne. Tak więc gotowałyśmy, piłyśmy i oglądałyśmy film. Oczywiście Julie i Julia, chociaż w repertuarze tego typu spotkań jest również Notting Hill i Mamma Mia.
Podobno kucharz jest kucharzem, jeśli tworzy, a nie odtwarza. To ma dla mnie głęboki sens, szczególnie po trzecim kieliszku, kiedy to absolutnie wszystko ma dla mnie głęboki sens i odkrywam w sobie nieopisane pokłady inwencji twórczej. Zrobiłam wiec kurczaka w migdałach z sosem miętowym. Brzmi plebejsko i smakuje plebejsko. Powinnam nazwać go jakoś wymyślnie i obiecuję, zrobię to jak tylko dopracuję sos miętowy tak, aby absolutnie ścinał z nóg.
Zostając na noc u Oli zawsze czuję się jak mała dziewczynka. W jej niewielkiej łazience na wannie piętrzą się buteleczki z niesamowicie pachnącymi kosmetykami, dosłownie cała drogeria. Ola pozwala mi korzystać ze wszystkich zasobów łazienki, ponieważ jako dobra gospodyni dba o to, żeby mi było wygodnie i żeby mi niczego nie zabrakło. Dzięki temu czuję się jakbym odwiedziła spa, choć pewne nabyte w dzieciństwie cechy charakteru sprawiają, że jest mi trochę wstyd, tak jakbym zakradała się do garderoby mamy.
Nic nie jest w stanie wyplenić ze mnie kobiety, jaką staję się po wizycie u sfrustrowanej Oli. Rodzi się wtedy we mnie nowa jakość kucharki gotującej modne dania i wysławiającej się w skomplikowany sposób. Przedstawiam Wam wiec zatem przepis na:
Kotleciki schabowe z włoskim boczkiem i wędzonym serem
- schab- najlepiej pocięty już na kotlety
- boczek włoski (da się go dostać w carrefourze na rondzie ONZ) w plasterkach
- ser wędzony w plasterkach
- musztarda sarepska
- jajka
- bułka tarta
Umyte mięso trzeba zbić, posolić i popieprzyć. Następnie smarujemy porcję mięsa z jednej strony musztardą, kładziemy plasterek boczku i plasterek sera po czym zawijamy. Kiedy zawiniemy wszystkie kotleciki rozgrzewamy patelnię (nie należy szczędzić oleju). Roztrzepujemy jajka, wysypujemy na talerzyk bułkę tartą i panierujemy na przemian w jednym i w drugim co najmniej trzy razy. Smażymy na głębokim oleju.
Bon Appétit,
Mon
Właściwie lubię "tę idiotkę Emily". Jak już się pewnie domyślacie sformułowanie "ta idiotka Emily" występuje jako nazwa własna, ponieważ inaczej się o niej nie mówi. Nigdy w życiu nie widziałam owej kobiety, ale razem z Olą wyobrażamy ją sobie jako nieco otyłą blondynkę z rozmytymi oczyma, przykusą spódnicą i na olbrzymich szpilach. Ta idiotka Emily psuje Oli krew codziennie pisząc "te idiotyczne maile". Na domiar złego podwładna tej idiotki Emily, która również codziennie psuje krew Oli, postanowiła doścignąć swą szefową w sztuce pisania tych idiotycznych maili i powiem-Wam-w-sekrecie idzie jej nieźle. Obie kobiety (które na pewno są brzydkie i mają cellulit) doprowadzają Olę do skraju wytrzymałości. Dlatego, wstyd się przyznać, trochę je lubię. Gdyby tego nie robiły, Ola nie wpadałaby w niesamowicie zintensyfikowaną chęć na wieczór z winem, gotowaniem i filmem. Wierzcie mi lub nie ale to jest naprawdę największa radość jaka może człowieka spotkać w ciągu tygodnia. Popijanie 11% wina z wielkich kieliszków nad patelnią ze skwierczącą kurą kiedy w tle leci Ella Fitzgerald jest bezcenne. Tak więc gotowałyśmy, piłyśmy i oglądałyśmy film. Oczywiście Julie i Julia, chociaż w repertuarze tego typu spotkań jest również Notting Hill i Mamma Mia.
Podobno kucharz jest kucharzem, jeśli tworzy, a nie odtwarza. To ma dla mnie głęboki sens, szczególnie po trzecim kieliszku, kiedy to absolutnie wszystko ma dla mnie głęboki sens i odkrywam w sobie nieopisane pokłady inwencji twórczej. Zrobiłam wiec kurczaka w migdałach z sosem miętowym. Brzmi plebejsko i smakuje plebejsko. Powinnam nazwać go jakoś wymyślnie i obiecuję, zrobię to jak tylko dopracuję sos miętowy tak, aby absolutnie ścinał z nóg.
Zostając na noc u Oli zawsze czuję się jak mała dziewczynka. W jej niewielkiej łazience na wannie piętrzą się buteleczki z niesamowicie pachnącymi kosmetykami, dosłownie cała drogeria. Ola pozwala mi korzystać ze wszystkich zasobów łazienki, ponieważ jako dobra gospodyni dba o to, żeby mi było wygodnie i żeby mi niczego nie zabrakło. Dzięki temu czuję się jakbym odwiedziła spa, choć pewne nabyte w dzieciństwie cechy charakteru sprawiają, że jest mi trochę wstyd, tak jakbym zakradała się do garderoby mamy.
Nic nie jest w stanie wyplenić ze mnie kobiety, jaką staję się po wizycie u sfrustrowanej Oli. Rodzi się wtedy we mnie nowa jakość kucharki gotującej modne dania i wysławiającej się w skomplikowany sposób. Przedstawiam Wam wiec zatem przepis na:
Kotleciki schabowe z włoskim boczkiem i wędzonym serem
- schab- najlepiej pocięty już na kotlety
- boczek włoski (da się go dostać w carrefourze na rondzie ONZ) w plasterkach
- ser wędzony w plasterkach
- musztarda sarepska
- jajka
- bułka tarta
Umyte mięso trzeba zbić, posolić i popieprzyć. Następnie smarujemy porcję mięsa z jednej strony musztardą, kładziemy plasterek boczku i plasterek sera po czym zawijamy. Kiedy zawiniemy wszystkie kotleciki rozgrzewamy patelnię (nie należy szczędzić oleju). Roztrzepujemy jajka, wysypujemy na talerzyk bułkę tartą i panierujemy na przemian w jednym i w drugim co najmniej trzy razy. Smażymy na głębokim oleju.
Bon Appétit,
Mon
sobota, 9 stycznia 2010
Porady dla mężczyzny w kuchni
Pięć lat temu mężczyzna który chciałby zrobić dla mnie uroczysty obiad sięgnąłby po makaron spaghetti i sos ze słoiczka. Stało się jednak tak, że męska część naszego społeczeństwa padając ofiarą mody (tak! mody!) odkryła, że spaghetti jest passe, a żadnej z nas nie topi się już serce na myśl o zakochanym kundlu. Cóż zatem zrobi nasz skonfundowany mężczyzna nie mogąc podać nosem klopsika? Penne pesto! albo spinnachi! Pomidorki koktailowe też im się zdarzają. Brzmi to wszystko bardzo modnie i nadal nie wymaga większego zachodu. Panowie, nie tędy droga. Ja wiem, że nie jest łatwo wystać w kuchni dłużej niż chwilę i naprawdę podzielam staroświecki pogląd, iż mężczyzna w kuchni powinien się znaleźć tylko wtedy kiedy idzie po kolejne piwo, ale męska część moich znajomych dyskryminoiwana przezemnie otwarcie, oponuje. Dobrze. Jak uwieść kobietę? Schabem. Absolutnie pieczenią i niczym innym. Kurczaki, makarony, słatki, ryby, zdrowe jedzenie- to wypełnia nasze dni codziennie. I nie mam zamiaru tłumaczyć Wam jak nadziewać śliwkami czy morelami, ani jak wymawiać skomplikowane nazwy takich dań. Sprawa jest trywialna..
Wszystkie sieciowe hipermarkety oferują nam zioła rosnace w doniczkach, chociaż powinnam powiedziec raczej w doniczuszkach. To po to, żeby powiędły zaraz po zakupie. W idealnym świecie przesadzilibyśmy je odrazu w humanitarną doniczkę, albo w ogóle wychodowali własne zioła, ale niestety to jest tylko piękny sen. Jeśli widzicie w swoim markecie świeżą bazylię, rozmaryn, miętę lub kolendrę, kupcie ją odrazu, zaniescie do domu, zużyjcie tyle ile trzeba, a resztę poobrywajcie i zamroźcie- w ten sposób będą świeże nawet za miesiąc.
No a jak kupić dobre mięso? Przypomnijcie sobie programy o odchudzaniu, liczniki kalorii i zabójczy, morderczy tłuszcz. Zwizualizowaliście sobie? To teraz możecie całkiem zapomnieć. Mięso ma być takie jakie wybrałaby Wasza babcia. Tłuszczyk się odkroi, to nie jest problem. Tak jak już mówiłam ono ma się Wam zwyczajnie podobać.
Jedyny taki schab
- schab
- bulion drobiowy
- świeży rozmaryn
- świeży czosnek (żadnych proszków)
- majeranek
- sól
- pieprz
Mięso trzeba umyć, odciąć tłuszczyk, jeśli jest go za duzo. Kilka ząbków czosnku pokroić w plasterki. Mięso ponacinać nożem. Jak? Jeśli macie nóż o ostrzu szerokim na około 2cm, wbijcie go od czasu do czasu na centymetr wgłąb mięsa- dość gęsto, nie ma co sobie żałować. Teraz sól i pieprz. Trochę, ale tak żeby całe mięso było posolone i popieprzone. To jak masaż, cudowny, ale trzeba znać umiar. Teraz w nasze naciecia trzeba wlozyc po plasterku czosnku. Następnie całą pieczeń obtoczcie w majeranku tak, aby nie prześwitywało mięso. Teraz należy włożyć mięso do foremki (tej od ciasta, najlepiej wąskiej) na wierzch kładąc listki rozmarynu. Wlejcie trochę bulionu do foremki, tak żeby mięso było zanużone na jakieś 2 cm. To wszystko ładujemy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na tak długo jak cięzkie było mięso. Co pół godziny trzeba zajrzeć i podlać rosołem, po upływie zaś całego czasu przekroić na pół i sprawdzić czy aby na pewno jest dobrze upieczone. Można je podać z puree z batatami opisywanym wczoraj albo ze zwykłym sosem chrzanowym do pieczeni (śmietanę i chrzan wymieszać i podgrzać). Gwarantuję, że jeśli nasypiecie na talerz trochę sałaty z miksu sałat, który moża kupić wszędzie, albo narwiecie trochę bazylii i rzucicie na talerz, na to położycie kawałek pieczeni i polejecie sosem chrzanowym, podacie razem z dobrym winem w kieliszku kobieta bedzie Wasza. Koniec z makaronem!
Bon Appétit,
Mon
Wszystkie sieciowe hipermarkety oferują nam zioła rosnace w doniczkach, chociaż powinnam powiedziec raczej w doniczuszkach. To po to, żeby powiędły zaraz po zakupie. W idealnym świecie przesadzilibyśmy je odrazu w humanitarną doniczkę, albo w ogóle wychodowali własne zioła, ale niestety to jest tylko piękny sen. Jeśli widzicie w swoim markecie świeżą bazylię, rozmaryn, miętę lub kolendrę, kupcie ją odrazu, zaniescie do domu, zużyjcie tyle ile trzeba, a resztę poobrywajcie i zamroźcie- w ten sposób będą świeże nawet za miesiąc.
No a jak kupić dobre mięso? Przypomnijcie sobie programy o odchudzaniu, liczniki kalorii i zabójczy, morderczy tłuszcz. Zwizualizowaliście sobie? To teraz możecie całkiem zapomnieć. Mięso ma być takie jakie wybrałaby Wasza babcia. Tłuszczyk się odkroi, to nie jest problem. Tak jak już mówiłam ono ma się Wam zwyczajnie podobać.
Jedyny taki schab
- schab
- bulion drobiowy
- świeży rozmaryn
- świeży czosnek (żadnych proszków)
- majeranek
- sól
- pieprz
Mięso trzeba umyć, odciąć tłuszczyk, jeśli jest go za duzo. Kilka ząbków czosnku pokroić w plasterki. Mięso ponacinać nożem. Jak? Jeśli macie nóż o ostrzu szerokim na około 2cm, wbijcie go od czasu do czasu na centymetr wgłąb mięsa- dość gęsto, nie ma co sobie żałować. Teraz sól i pieprz. Trochę, ale tak żeby całe mięso było posolone i popieprzone. To jak masaż, cudowny, ale trzeba znać umiar. Teraz w nasze naciecia trzeba wlozyc po plasterku czosnku. Następnie całą pieczeń obtoczcie w majeranku tak, aby nie prześwitywało mięso. Teraz należy włożyć mięso do foremki (tej od ciasta, najlepiej wąskiej) na wierzch kładąc listki rozmarynu. Wlejcie trochę bulionu do foremki, tak żeby mięso było zanużone na jakieś 2 cm. To wszystko ładujemy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na tak długo jak cięzkie było mięso. Co pół godziny trzeba zajrzeć i podlać rosołem, po upływie zaś całego czasu przekroić na pół i sprawdzić czy aby na pewno jest dobrze upieczone. Można je podać z puree z batatami opisywanym wczoraj albo ze zwykłym sosem chrzanowym do pieczeni (śmietanę i chrzan wymieszać i podgrzać). Gwarantuję, że jeśli nasypiecie na talerz trochę sałaty z miksu sałat, który moża kupić wszędzie, albo narwiecie trochę bazylii i rzucicie na talerz, na to położycie kawałek pieczeni i polejecie sosem chrzanowym, podacie razem z dobrym winem w kieliszku kobieta bedzie Wasza. Koniec z makaronem!
Bon Appétit,
Mon
Subskrybuj:
Posty (Atom)

